Natalia nawet tego nie zauważyła. Nie pokłócili się ani razu przez ostatnie kilka tygodni. Igor wracał z pracy i najpierw ją przytulał, zamiast skarżyć się rodzicom.
Telefon milczał. Matka Igora nie odbierała, a ojciec co chwila się rozłączał, twierdząc, że jest zajęty. Igor zmarszczył brwi, wpatrując się w pusty ekran.
„Opamiętają się” – powiedziała cicho Natalia. „Czas leczy rany”.
***
Natalia smażyła naleśniki na patelni, gdy zadzwonił interkom. Artem podbiegł do słuchawki, stając na palcach.
– Kto tam?
W głośniku zapadła cisza, po czym rozległ się znajomy głos:
– To dziadek. Otwórz.
Igor zamarł z kubkiem kawy w połowie drogi do ust. Natalia wyłączyła kuchenkę.
Władimir Siergiejewicz stał w drzwiach. Jego siwe włosy rozwiewał wiatr, a pod oczami miał cienie. W rękach trzymał tekturowe pudełko.
„Zabawki Artema” – mruknął. „Znalazłem je w garażu”.
Artem wyjrzał zza matki i sięgnął po pudełko. W środku były jego stare samochody i zestaw konstrukcyjny.
Teść przestępował z nogi na nogę i spoglądał gdzieś ponad ich głowami.
„Myślę…” odchrząknął. „Powinniśmy byli wcześniej zrozumieć, że dzieci mają prawo żyć własnym życiem”.
„Proszę” – Natalia odsunęła się na bok. „Chcesz herbaty? Właśnie zrobiłam naleśniki”.
Władimir Siergiejewicz wszedł powoli, rozglądając się po korytarzu z własnoręcznie wykonanym wieszakiem na ubrania. W kuchni dobiegała cicha muzyka ze starego radia. Stół był nakryty kraciastym obrusem, a w wazonie stały suszone gałązki jarzębiny.
Usiadł na zaproponowanym krześle i przyjął kubek. Artem wspiął się na jego kolana i pokazał mu nowy rysunek.
„Wszystko jest w porządku” – powiedział cicho teść.
Natalia skinęła głową. Nienawiść zniknęła wraz ze strachem. Tu, w swoich murach, mogła być sobą.