Doktor Paloma oszacowała, że niewielki ślad na ramieniu Esperanzy miał nie więcej niż dwa dni, co oznaczało, że ktoś wszedł do jej pokoju poprzedniej nocy, gdy spała z dwójką dzieci zaledwie kilka kroków od łóżka.
„Nie możemy jeszcze nic powiedzieć innym” – ostrzegła Caridad. „Jeśli osoba odpowiedzialna dowie się, że znaleźliśmy ślad, zniknie, zanim dowiemy się, jak się tu dostała”.
Paloma skinęła głową i włożyła taśmę medyczną do czystej koperty, ale wyjaśniła, że ten fragment dowodzi jedynie, że ktoś użył środków medycznych, a nie kto to zrobił ani w jakim celu.
Zdjęcie
Esperanza słuchała, siedząc na stole zabiegowym, jedną ręką na brzuchu, a drugą trzymając rąbek fartucha.
Spokój, który emanowała tego ranka, zaczynał słabnąć.
„Czy mówisz, że ktoś mnie dotykał, gdy byłam nieprzytomna?” – zapytała.
Paloma ostrożnie podeszła.
„Mówię, że są oznaki, że nieświadomie przyjęłaś jakieś leki i musimy cię chronić, dopóki nie dowiemy się, co się stało”.
Esperanza zerknęła w stronę drzwi infirmerii, gdzie czekał Miguel z jedną z zakonnic, a dziecko spało w wyściełanym koszyku.
Po raz pierwszy od ogłoszenia ciąży nie mówiła o darach ani cudach.
„Moje dzieci też śpią ze mną” – mruknęła. „Jeśli ktoś może wejść do środka, może też się do nich zbliżyć”.
Ta możliwość sprawiła, że Caridad przestała martwić się o reputację klasztoru.
Tego samego popołudnia przeniosła Esperanzę z dziećmi do pokoju obok gabinetu, wymieniła zamek i schowała jedyny klucz pod habitem.
Matka Przełożona nie wyjaśniła dlaczego.
Powiedziała tylko, że Esperanza potrzebuje odpoczynku i że sama będzie się nią opiekować w nadchodzące noce.
Siostra Beatriz, odpowiedzialna za izbę chorych i magazyn środków czystości, była jedyną osobą, która kwestionowała tę decyzję.
„W tym pokoju jest za zimno dla dzieci” – skomentowała, układając butelki. „Mogłabym zaparzyć Esperanzie ziołową herbatę, żeby lepiej spała”.
Caridad spojrzała na swoje dłonie.
Beatriz ściskała tacę tak mocno, że aż zbielały jej kostki.
„Nie będzie potrzebowała niczego do snu” – odpowiedziała. „Lekarz powiedział, że nie powinna przyjmować żadnych leków bez zezwolenia”.
Beatriz na chwilę podniosła wzrok.
Na jej twarzy nie malowało się zaskoczenie, lecz strach.
Potem spuściła głowę i odeszła bez sprzeciwu.
Caridad chciała za nią pójść, ale Paloma ją powstrzymała.
„Wciąż nie wiemy, czy jest w to zamieszana, czy po prostu się czegoś boi” – powiedziała. „Niech wierzy, że nikogo nie podejrzewamy”.
Gdy zapadła noc, klasztor został zamknięty jak zwykle.
Caridad osobiście sprawdziła główne drzwi, wejście do ogrodu, kuchnię i wejście do małej kaplicy.
Okna miały kraty, zamki były nienaruszone, a wszystkie klucze były na swoim miejscu.
Esperanza położyła dzieci spać i położyła się, nie przebierając się, podczas gdy Caridad siedziała przy drzwiach z zapaloną lampką i różańcem w dłoniach.
Minęły dwie godziny, a nic się nie działo.
Krótko po północy do pokoju zaczął napływać słodki zapach.
To nie było kadzidło ani mydło.
Esperanza rozpoznała go, zanim Caridad to zrobiła.
„Ten zapach” – wyszeptała. „Czasami czuję go, gdy zasypiam, ale zawsze myślałam, że pochodzi z ogrodu”.
Paloma zostawiła im wilgotną szmatkę, żeby zakryły nosy, gdyby poczuły coś dziwnego, więc obie natychmiast jej użyły.
Zapach nasilił się na kilka sekund, a potem zniknął.
Nikt nie zapukał do drzwi.
Nie przekręcił klucza w zamku.
Jednak za szafą rozległ się cichy zgrzyt, jakby kamień ocierał się o drewno.
Caridad zgasiła lampę.
Pomiędzy szafą a ścianą pojawiła się ciemna linia.
Szafa zaczęła się poruszać od tyłu.
Esperanza wzięła swoje dziecko i przykryła Miguela kocem, podczas gdy Caridad stała pod ścianą z metalowym świecznikiem w dłoniach.
Fragment ściany powoli się otworzył, odsłaniając wąskie przejście.
Z ciemności wyłoniła się postać okryta szarym materiałem.
Caridad uniosła świecznik, ale zatrzymała się, rozpoznając Beatriz.
Kobieta niosła małą buteleczkę, złożoną szmatkę i plaster medyczny identyczny z tym, który znaleźli w biurze.
„Nie podchodźcie bliżej” – rozkazała Caridad.
Beatriz zamarła.
Butelka upadła na podłogę i potoczyła się do stóp Esperanzy.
„Mamo, nie rozumiesz” – wyjąkała. „Jeśli tego nie zrobię, on skrzywdzi wszystkich”.
Caridad poczuła dreszcz.
„Kto?”
Beatriz spojrzała w stronę korytarza.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, za nią poruszył się cień.