„Naprawdę musimy nauczyć się żyć razem. Ona też potrzebuje czasu, żeby zaakceptować, że nie jestem już małym chłopcem”.
Następne dwa tygodnie minęły stosunkowo spokojnie. Galina Pietrowna nie dzwoniła ani nie odwiedzała. Aleksiej próbował do niej dzwonić kilka razy, ale nie odbierała.
„Może powinnam ją odwiedzić?” – zasugerowała Marina pewnego dnia przy kolacji.
„Ty? Do mojej matki? Po tym wszystkim, co się stało?” – zapytał zaskoczony Aleksiej.
„Cóż, to twoja matka. I rozumiem, dlaczego tak się zachowuje. Jesteś jej jedynym dzieckiem, a ona przyzwyczaiła się do bycia najważniejszą kobietą w twoim życiu”.
– Marin, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł…
Daj mi spróbować. W końcu będziemy musieli jakoś naprawić nasz związek. Nie możemy spędzić życia w konflikcie.\
Następnego dnia Marina kupiła bukiet ulubionych kwiatów swojej teściowej – białych chryzantem – i poszła ją odwiedzić. Galina Pietrowna mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu po drugiej stronie miasta.
Drzwi nie otworzyły się od razu. Marina miała już wychodzić, gdy usłyszała kroki.
„To ty?” Galina Pietrowna stała w drzwiach w szlafroku, wyglądała źle – blada, z cieniami pod oczami.
– Cześć, Galino Pietrowna. Przyniosłem ci kwiaty.
„Dlaczego?” Teściowa nie podjęła próby zaproszenia synowej do domu.
— Bo jesteśmy rodziną. Czy nam się to podoba, czy nie. I myślę, że musimy porozmawiać.
Galina Pietrowna cofnęła się bez słowa, pozwalając Marinie wejść do mieszkania.
Mieszkanie było gustownie urządzone – jasne meble, mnóstwo książek i zdjęcia na ścianach. Marina zauważyła, że większość zdjęć przedstawiała Aleksieja w różnym wieku.
„Czy chcesz herbaty?” – niespodziewanie zapytała teściowa.
– Tak, dziękuję.
Siedzieli w kuchni, pili herbatę, a cisza stawała się coraz bardziej niezręczna.
„Galina Pietrowna” – zaczęła Marina. „Rozumiem, że to dla ciebie trudne. Aleksiej jest twoim jedynym synem, wychowałaś go sama…”
„Co rozumiesz?” przerwała jej teściowa, ale bez wcześniejszego gniewu, raczej ze zmęczeniem. „Masz dwadzieścia pięć lat, całe życie przed sobą”.
Mam dwadzieścia siedem lat. I tak, jest wiele rzeczy, których nie rozumiem. Ale wiem jedno: kocham twojego syna. I chcę, żeby był szczęśliwy.
– Każdy tak mówi na początku.
„Może. Ale naprawdę chcę, żeby to zadziałało. A żeby to osiągnąć, musimy znaleźć wspólny język”.
Galina Pietrowna popijała herbatę i długo patrzyła przez okno.
„Wiesz, kiedy ojciec Aleksieja zmarł, on też powiedział, że mnie kocha. A potem po prostu spakował swoje rzeczy i odszedł do innej kobiety. Aleksiej miał piętnaście lat, trudny wiek. Był bardzo zdenerwowany”.
– Przykro mi, że tak się stało.