„Tylko na kilka tygodni, dzieciaki, dopóki nie znajdę pracy i nowego mieszkania” – błagała, przyciskając chusteczkę do piersi. Danila nie mógł odmówić matce, a Weronika nie chciała wyjść na bezduszną synową w oczach męża.
Dwa tygodnie zamieniły się w miesiąc, a miesiąc w sześć miesięcy. Raisa Lwowna zadomowiła się w pokoju na zapleczu, który Weronika planowała przekształcić w pokój dziecięcy. Stopniowo rzeczy teściowej rozlokowały się po całym mieszkaniu: jej szlafrok wisiał w łazience, kapcie stały przy wejściu, a kosmetyki zajmowały pół półki w korytarzu.
Teściowa każdego ranka obiecywała, że pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną, ale zawsze znajdowała wymówki: ból głowy, brzydka pogoda albo „to nie jest praca dla kobiety w moim wieku i z moim doświadczeniem”. Ale od pierwszego dnia przejęła kontrolę nad domem. Krytykowała zakupy Weroniki i nauczyła ją, jak „porządnie” prasować koszule Danili.
„Czy twoja mama będzie szukać pracy?” – Weronika pytała męża niemal co tydzień.
„Tylko bądź cierpliwa, Vero” – odpowiedziała Danila, przytulając ją. „Ona przechodzi trudny okres. Wyobraź sobie, pracowała całe życie, a teraz została z niczym. Daj jej czas”.
I Weronika dawała mu czas. Raz po raz.
Ale wypowiedź o wujku Lyonyi była ostatnią kroplą. Weronika rzuciła talerzem o stół z taką siłą, że zapiekanka podskoczyła.
„To mój dom” – powiedziała wyraźnie, patrząc prosto na Danilę. „A decyzje o tym, kto tu mieszka, podejmujemy między nami dwojgiem. Między nami dwojgiem, rozumiesz?”
Danila w końcu podniósł wzrok znad tabletu. Jego brązowe oczy błądziły między żoną a matką.
– Wiera, no cóż, to jest wujek Lyonya… To dobry człowiek, to tylko chwilowe trudności…
„Tymczasowe?” – zaśmiała się Veronica. „Jak u twojej mamy?”
***
Po kolacji Weronika zamknęła się w sypialni, próbując się uspokoić. Danila poszła do przyjaciela, a Raisa rozgościła się w swoim pokoju. Weronika postanowiła wziąć kąpiel – ciepła woda zawsze pomagała jej zebrać myśli.
Mijając pokój teściowej, usłyszała ożywiony głos. Drzwi były lekko uchylone i Weronika mimowolnie zamarła. Raisa Lwowna rozmawiała z kimś przez wideorozmowę; jej laptop stał na komodzie.
„Oczywiście, Weronika jest temu przeciwna” – powiedziała Raisa, czesząc włosy. „Ale Daniłka nigdy nie był pod moją kontrolą. Jest maminsynkiem, niezależnie od tego, co myśli jego żona”.
Przyjaciel na ekranie coś odpowiedział, a Raisa się zaśmiała.
„Lyonya też się zadomowi, nie martw się. A potem… potem rozwiążemy sprawę mieszkania. Wiesz, Lyud, mądra kobieta to taka, która wie, jak pokierować synem we właściwym kierunku. Mieszkanie jest ładne, trzypokojowe, w centrum, warte co najmniej piętnaście milionów. Jeśli wszystko mądrze zorganizujemy, moglibyśmy się nawet wyprowadzić z zyskiem”.
Weronika poczuła, że grunt usuwa jej się spod stóp. Oparła się o ścianę, próbując przetworzyć to, co właśnie usłyszała.
„A niech ten mały bachor piecze swoje niejadalne zapiekanki” – ciągnęła Raisa. „Myślałam, że Danka wybierze inteligentną dziewczynę, ale przyniósł kurę. No cóż, jakoś damy radę”.
Weronika cicho cofnęła się od drzwi, z bijącym sercem. Wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce: ciągłe wymówki, niechęć do szukania pracy, terytorialne zawłaszczenie mieszkania. Raisa wcale nie planowała być tymczasowym gościem – planowała zostać na stałe i przejąć ich mieszkanie.
Weronika zacisnęła pięści. Dość. Nie będzie już milczącą ofiarą we własnym domu.
***
Następnego wieczoru Raisa Lwowna dała niezłe przedstawienie. Specjalnie przygotowała kolację – „żeby pokazać, jak to się robi” – i wcześnie zaprosiła wszystkich do stołu. Po pierwszym daniu, ocierając usta serwetką, odchrząknęła i powiedziała uroczyście:
„Myślałem… Muszę sprzedać to ogromne mieszkanie. Nadal jest dla ciebie za duże, Veronico. Kupmy trzy mniejsze: kawalerkę dla ciebie i Danii, kawalerkę dla mnie i pokój dla Lyonyi. Będziemy mieszkać obok siebie i wszyscy będą się czuli komfortowo!”
Weronika zamarła z widelcem w dłoni. Kawałek jedzenia utknął jej w gardle.
„Co?” to było wszystko, co udało jej się wykrztusić.
„Co w tym trudnego do zrozumienia?” Raisa wzruszyła ramionami. „Praktyczne rozwiązanie dla każdego. Trzy mieszkania zamiast jednego!”
Danila wyglądał na oszołomionego, spoglądał to na matkę, to na żonę i z powrotem.
„Mamo, to jest… to jest mieszkanie Weroniki…” – mruknął niepewnie Daniła, unikając wzroku żony.
„I co z tego? Jesteście rodziną!” – Raisa podniosła głos. „Rodzina powinna sobie pomagać!”
Weronika gwałtownie wstała od stołu.
– Danila, musimy porozmawiać. Na osobności.
Gdy była już w sypialni, zamknęła drzwi i zwróciła się do męża.