Na początku wydawało się to niczym więcej niż drobnym aktem dobroci. Harry miał zaledwie dziesięć lat, kiedy po raz pierwszy zauważył Grace walczącą z trudnościami przed jej małym niebieskim domkiem po drugiej stronie ulicy.
Wszyscy w okolicy znali Grace. Była cichą starszą kobietą o srebrnych włosach, zawsze starannie upiętych w kok, w miękkich kardiganach zapiętych pod samą szyję i stawiającą powolne, ostrożne kroki, które z każdym rokiem zdawały się być coraz wolniejsze.
Spędzała większość popołudni pielęgnując kwiaty na ganku, nawet gdy jej ręce drżały zbyt mocno, by utrzymać konewkę.
Pewnego chłodnego popołudnia Harry jechał rowerem niedaleko podjazdu, gdy taksówka zatrzymała się przed domem Grace.
Kierowca postawił kilka toreb z zakupami na krawężniku, wsiadł z powrotem do samochodu i odjechał, zanim Grace zdążyła się schylić, żeby je podnieść.
Harry obserwował, jak próbuje podnieść pierwszą torbę.
Natychmiast się skrzywiła.