W San Antonio w Teksasie ludzie zawsze mówili, że wesela potrafią wydobyć z rodzin to, co najlepsze.
Madison całe życie obserwowała, jak gdzieś pomiędzy piosenkami country a lejącym się strumieniami szampanem, nawet najbardziej surowi krewni zasiadali w kościele, ocierając łzy i udając, że przez jeden dzień dawne urazy już nie istnieją.
Ale dla rodziny Bennettów ślub Madison jedynie obnażył urazy, które skrywali latami. W wieku trzydziestu dwóch lat służyła jako drugi pilot-kapitan w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych.
Dla jej ojca, Franka, była tylko „upartą dziewczyną udającą mężczyznę”. Był głęboko staroświecki i nie mógł znieść widoku córki zdobywającej szacunek, pilotującej samoloty i żyjącej według własnych zasad.