W pierwszym rzędzie jej rodzina siedziała zadowolona z siebie.
Wtedy drzwi kościoła się otworzyły.
Przyjechał oficjalny pojazd wojskowy.
Madison wyszła z kościoła w pełnym umundurowaniu.
Szmery ucichły.
Matka Ethana podbiegła do niej. „Co się stało z twoją sukienką?”
„Zniszczyli ją” – powiedziała spokojnie Madison. „Moja rodzina”.
Kobieta wzięła ją za ręce. „W takim razie wchodzisz dokładnie tak. Silna”.
Ethan pojawił się za nią. Kiedy ją zobaczył, jego oczy napełniły się łzami.
„Nigdy nie byłaś bardziej sobą” – powiedział.
Pocałowała go lekko. „Wejdę pierwsza”.
Drzwi skrzypnęły i otworzyły się.
Madison szła nawą sama, pewna siebie i dumna.
W kościele zapadła cisza. Niektórzy goście instynktownie stali z szacunkiem.
Carol sapnęła. Uśmiech Franka zniknął.
„Co to jest?” – syknął.
Madison zatrzymała się przed nimi.
„To, co jest żenujące, to wkradanie się do pokoju córki o drugiej w nocy i niszczenie jej sukni ślubnej” – powiedziała wyraźnie.
W sali rozległy się westchnienia.
„Myślisz, że jesteś lepszy od nas!” – warknął Frank.