Frank stanął w drzwiach, blokując wyjście. Za nim Carol nawet nie spojrzała jej w oczy. Tyler oparł się nonszalancko o ścianę korytarza z uśmieszkiem na twarzy.
„Sama sobie to zafundowałaś” – powiedział chłodno Frank. „Może teraz w końcu zrozumiesz, że nie jesteś lepsza od nas tylko dlatego, że bawisz się w żołnierza”.
Madison nie mogła mówić. Rozpaczliwie szukała na twarzy matki śladu winy czy współczucia – ale niczego tam nie było. Tyler zaśmiał się cicho.
„Bez sukni nie będzie ślubu” – powiedział Frank z satysfakcją. „Problem rozwiązany”.
Potem odeszli i zostawili ją samą w ciemności.
Madison nigdy nie płakała.
Trwała na podłodze, otoczona zniszczonymi materiałami, aż ból w jej wnętrzu przestał być palący.
To, co go zastąpiło, było zimniejsze. Trudniejsze.
Tej nocy w końcu zaakceptowała prawdę: nigdy jej nie pokochają ani nie zaakceptują. Ich celem zawsze było ją zniszczyć.
Ale zapomnieli o jednej ważnej rzeczy.
Nigdy nie była słaba.
Była oficerem.