Claire nie pocałowała mnie, kiedy weszliśmy do mieszkania.
Zatrzymała się tuż za drzwiami, mocno ściskając torebkę przy piersi. W delikatnym świetle korytarza jej twarz wyrażała zdenerwowanie – wręcz przerażenie.
„Adamie” – powiedziała cicho – „zanim cokolwiek się dziś wydarzy, musisz mi coś obiecać”.
Żołądek ścisnął mi się w supeł.
Chociaż nasze małżeństwo opierało się na umowie, a nie na miłości, nie spodziewałem się po niej żadnych prawdziwych niespodzianek.
Tylko dla zobrazowania
„Dobrze” – powiedziałem ostrożnie. „O co chodzi?”