Po tym wszystkim spotkania stały się nieustanne. Eleganckie kobiety o wytwornych uśmiechach i wyćwiczonych osobowościach siedziały naprzeciwko mnie w drogich restauracjach, zadając pytania, które brzmiały bardziej jak rozmowy kwalifikacyjne niż rozmowy.
Każde spotkanie było puste.
Pewnego wieczoru, po kolejnej nie do zniesienia kolacji, uciekłem do małej kawiarni w centrum miasta.
To tam poznałem Claire.
Przemieszczała się po restauracji z niewymuszonym ciepłem, śmiejąc się z klientami, zapamiętując zamówienia wszystkich, bez zapisywania czegokolwiek. Drażniła dzieci, żartowała ze zmęczonymi pracownikami biurowymi i w jakiś sposób sprawiała, że całe miejsce wydawało się jaśniejsze.
Kiedy dotarła do mojego stolika, dolała mi kawy i uśmiechnęła się.
„Wyglądasz, jakbyś miał okropny dzień”.
„Nie masz pojęcia” – przyznałem.
„Jestem Claire” – powiedziała.
I zanim się zorientowałem, w mojej głowie zaczęła kiełkować niemożliwa myśl.
Dwie godziny później Claire siedziała naprzeciwko mnie podczas przerwy, skubała ciastko i przyglądała mi się z zaciekawieniem. „Więc” – powiedziała – „co to za dziwna propozycja, o której wspominałaś?”
Wzięłam głęboki oddech.
„Moi rodzice są niesamowicie bogaci” – zaczęłam. „I postanowili, że muszę natychmiast wyjść za mąż”.
„To już brzmi dramatycznie”.
„Jeśli nie wyjdę za mąż przed urodzinami, stracę wszystko”.
Uniosła brwi.