„Mówię poważnie” – kontynuowałam. „I nie chcę poślubić żadnej z kobiet, które wybrali”.
Claire powoli odchyliła się do tyłu.
„Więc o co właściwie mnie prosisz?”
Przełknęłam ślinę.
„Wyjdź za mnie. Tymczasowo”.
Wpatrywała się we mnie.
„Rok” – wyjaśniłam szybko. „Legalne małżeństwo. Będziemy zachowywać się jak szczęśliwa para przy moich rodzicach, a potem po cichu się rozwiedziemy. Hojnie ci to wynagrodzę. Wszystko będzie zapisane w umowie”.
Claire zamyślona skrzyżowała ramiona.
„A podczas tego fikcyjnego małżeństwa wolno mi mówić rodzinie, że to prawda?”
„Oczywiście”.
Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę, po czym cicho się zaśmiała.
„Wydajesz się albo bardzo szczery… albo kompletnie zdesperowany”.
„Prawdopodobnie jedno i drugie”.
Kilka godzin później napisała do mnie SMS-a.
Jestem w grze.
Tylko dla przykładu.
Ślub odbył się tak szybko, że ledwo wydawał się prawdziwy.
Moi rodzice zorganizowali wszystko w swoim klubie wiejskim – drogie kwiaty, niesmaczny luksus, sztywne uśmiechy.
Claire wyglądała pięknie w prostej sukni, choć wydawała się skrępowana pod osądzającymi spojrzeniami otaczającymi ją.
Jej rodzice siedzieli cicho z tyłu sali, dumni, ale nieco nie na miejscu wśród bogatych gości.
An
d jej matka…
Było coś dziwnie znajomego w jej twarzy.