Dziesięć minut po rozpoczęciu rozprawy Spencer roześmiał się, jakby oglądał specjalny program komediowy w trakcie naszego rozwodu. Był to głośny, arogancki śmiech, który odbijał się echem od ciężkich drewnianych paneli Centrum Sprawiedliwości w Charlotte.
„Czy coś pana bawi, panie Whitlock?” – zapytała sędzia Holloway, patrząc znad okularów wzrokiem, który mógłby zamrozić wrzątek. Spencer wygładził szyty na miarę garnitur i obdarzył go ujmującym uśmiechem, który zazwyczaj działał na wszystkich oprócz mnie.
„Po prostu uważam prośbę o zachowanie prywatności za dość zabawną, Wysoki Sądzie, zważywszy na to, jak bardzo Joanna uwielbia być w centrum uwagi, gdy tylko jej to odpowiada” – odpowiedział gładko. Stał przy stole petenta w granatowym garniturze, który wyglądał, jakby kosztował więcej niż większość samochodów, opierając jedną rękę na stosie dowodów rzeczowych.
Spojrzał prosto na sędziego i zażądał ponad połowy mojego majątku z pewnością siebie człowieka, któremu nigdy nie powiedziano „nie”. Nie chciał tylko połowy tego, co zbudowaliśmy; chciał połowy mojej firmy fintech i połowy prywatnego funduszu powierniczego, który mój ojciec zostawił specjalnie dla mnie.
Za nim moja mama Colleen i siostra Brianna siedziały w pierwszym rzędzie, jakby oglądały pokaz mody z najwyższej półki. Colleen miała na sobie kremowy kostium i sznur pereł, którego z pewnością nie kupiła za własne pieniądze.