Spencer stał pośrodku pokoju, czarując moją matkę tym wyćwiczonym półuśmiechem, który rezerwował dla osób, które zamierzał wykorzystać. „Spóźniłaś się, Joanno” – powiedziała Colleen, nie podnosząc wzroku znad kuchennej wyspy, gdzie wycierała ręce.
„Dziś rano skończyło się finansowanie, więc musiałam zostać dłużej, żeby dokończyć papierkową robotę” – powiedziałam, stawiając ciasto na blacie. Brianna spojrzała na mnie znad telefonu i zapytała, jakie finansowanie może być ważniejsze niż czas spędzony z rodziną.
„To runda finansowania serii A dla Veritas Flow i oznacza to, że firma w końcu jest stabilna” – wyjaśniłem najskromniej, jak potrafiłem. Chadwick upił łyk drinka i uśmiechnął się tak, jak mężczyźni, którzy mają zamiar rzucić celową obelgę.
„To musi być miłe, gdy inwestorzy rzucają w ciebie pieniędzmi tylko po to, żeby spełnić kryteria różnorodności” – powiedział lekkim tonem, który nie skrywał złośliwości. Spojrzałem na Spencera, szukając wsparcia, ale on tylko obserwował wymianę zdań z rozbawioną miną i nie powiedział ani słowa w mojej obronie.
„Joanno, przestań się przechwalać swoją małą aplikacją i idź zrobić mężowi talerz, bo pracował cały tydzień” – warknęła Colleen. Sala zachichotała, a ja stałam jak wryta, gdy wskazała na jadalnię, jakbym była dzieckiem.
Poszedłem do kuchni i zacząłem napełniać ceramiczny talerz jedzeniem, bo wciąż wierzyłem, że pokój jest tańszy niż wojna. Para zaparowywała okna nad zlewem, a z sąsiedniego pokoju dobiegał donośny, pełen podziwu głos Spencera.
Odstawiłem talerz i wziąłem worek na śmieci, żeby wynieść go na zewnątrz. Potrzebowałem zaledwie minuty zimnego powietrza, żeby rozluźnić szczękę. Odwracając się w stronę wyspy, zobaczyłem tablet Spencera leżący ekranem do góry, z nowym powiadomieniem na ekranie.