„Wyglądasz na wyczerpaną, Joanno, i martwię się, że stres związany z tą firmą cię załamie” – powiedział cicho. Zaprowadził mnie na sofę i nalał kieliszek wina, po czym potarł mi ramiona dłońmi, o których wiedziałam, że są zimne.
„Prasa krąży, a jeden zły człowiek w pańskim zespole może narazić nasze oszczędności na ogromny pozew” – wyjaśnił. Wrócił z teczki ze stosem papierów i położył mi je na kolanach, nazywając to sprytnym planem ochrony aktywów.
„Ta umowa poślubna rozdzieli nasze zobowiązania, dzięki czemu nasz dom i moje inwestycje pozostaną zabezpieczone na wypadek pozwu przeciwko firmie” – powiedział. Użył słowa „nasze”, podczas gdy w rzeczywistości pisał sobie złoty spadochron, a mnie finansową klatkę.
„Wygląda to tak skomplikowanie i nie jestem pewna, czy rozumiem wszystkie te terminy prawne” – wyszeptałam, pozwalając, by moja dolna warga zadrżała. Spencer pochylił się i przyciągnął mnie do siebie, a ja poczułam delikatny kwiatowy zapach, którego Skylar zawsze używała.
„Nie musisz rozumieć każdego paragrafu, bo właśnie dlatego wyszłaś za mąż za prawnika” – mruknął mi w włosy. Wydałam z siebie cichy, urywany dźwięk i pozwoliłam łzom napłynąć do oczu, co zdawało się napełnić go poczuciem triumfu.