Zrozumiałam, że mój ojciec i rodzina, choć zabezpieczeni finansowo, sprzedali mnie do żywego mauzoleum. Mój mąż nie był potworem z krwi i kości, ale potworem żałoby i był gotów udusić mnie ciężarem swoich wspomnień.
Przez kolejne tygodnie odgrywałam rolę zaginionej dziewczyny, ubranej w antyczne koronki, więźnia mężczyzny, który obserwował mnie we śnie, żeby przekonać samego siebie, że czas nie minął. Każdej nocy siedział na swoim krześle, nieruchomo jak
Kamienny posąg, czuwający nad swoim skarbem z krwi i kości.
Ale pewnego wieczoru, gdy drzemał w fotelu, zauważyłem, że klucze wypadły mu z kieszeni. Z bijącym sercem wyślizgnąłem się z łóżka. Wiedziałem, że jeśli zostanę, skończę blady i bez życia, jak zdjęcie w ramce.
Złapałem klucze, otworzyłem drzwi sypialni, potem drzwi wejściowe. Pobiegłem w noc, nie oglądając się za siebie, porzucając bogactwo, bezpieczeństwo i dom, dla którego poświęciłem wolność.
Poszedłem do ojca, ale nie prosiłem o wybaczenie. Powiedziałem mu, że zaczniemy od nowa, w ubóstwie, jeśli będzie trzeba, ale że nigdy więcej nie będę lekarstwem na czyjeś szaleństwo.
Starzec nigdy mnie nie prześladował. Mówi się, że siedział na fotelu, wpatrując się w puste łóżko, czekając, aż inna postać w końcu zamieszka w jego snach. Dowiedziałem się, że cena wygody jest czasami wyższa niż cena głodu: można przetrwać ubóstwo, ale umrze się, gdy stanie się wspomnieniem zmarłej osoby.