Było jeszcze wcześnie, kiedy stanęła przed drzwiami mojego nowego mieszkania w Boulogne-Billancourt. Z rozczochranymi włosami, pogniecionym kostiumem i oszpeconą twarzą wyglądała, jakby całą noc rozmyślała nad swoim upadkiem. A gdy tylko mnie zobaczyła, padła na kolana w korytarzu.
„Claire, błagam cię, moja dziewczyno!”
„Nie zabieraj mi jedynej rzeczy, która pozwoliła mi żyć!”
„Co się ze mną teraz stanie? Jaką twarz pokażę ludziom?”
Sąsiedzi zaczęli uchylać drzwi. Niektórzy zatrzymywali się w korytarzu, nawet nie udając, że odwracają wzrok.
„Hej, czy to nie syn Hélène, który szczyci się, że jest wielkim biznesmenem?”
„To dlaczego jego matka wciąż żyje z byłej synowej?” „Słyszałam, że był w klinice z ciężarną kochanką…”
Twarz Madame Delorme zbladła na te szepty. Wstyd wyrył się w każdej zmarszczce na jej czole. Mimo to kurczowo trzymała się mojej nogi, jakby od tego zależało jej przetrwanie.
Spojrzałam na nią z góry, zupełnie spokojna.