Isabel zawahała się, zanim odważyła się otworzyć teczkę. Serce waliło jej jak młotem, zagłuszając nawet szum wiatru za oknem. Kliknęła i zamarła. Były tam dziesiątki dokumentów, wiadomości, zrzutów ekranu z maili przesłanych z jej służbowego konta, plików audio. Wszystko, co dotyczyło jej pracy i życia osobistego. „Boże…” wyszeptała, czując, jak ogarnia ją fala przerażenia i wściekłości. „On mnie obserwuje…” Pliki były uporządkowane z przerażającą precyzją. Firmy, konta, raporty, a nawet notatki z hasłami. Ale wśród nich znalazła dokumenty z logo konkurencyjnej firmy. W jednej z teczek był e-mail: „Transfer informacji zakończony pomyślnie. Pieniądze będą na twoim koncie przed weekendem”. Podpis: „Harrison Group Limited”. Zakryła usta, żeby stłumić krzyk. Óscar sprzedawał wewnętrzne informacje firmy, korzystając ze swojego dostępu. Właśnie wtedy usłyszała otwieranie drzwi wejściowych. Isabel odsunęła się od biurka i zatrzasnęła laptopa. „Isa?” zawołał jej mąż. „Jesteś w domu?” — Tak — odpowiedziała, starając się brzmieć spokojnie. — Przyszłam wcześniej. Wszedł, spojrzał na nią z nutą napięcia. — Wszystko w porządku? — Tak, tylko trochę zmęczona — wymusiła uśmiech. — A ty? — W porządku. Długi dzień, nic więcej. Pocałował ją w czoło, a ten mechaniczny gest sprawił, że dreszcz przebiegł jej po plecach. Każdy jego ruch wydawał się teraz wyćwiczony, każde słowo kłamstwem. *** Noc ciągnęła się w nieskończoność. Isabel leżała bezsennie z otwartymi oczami, czując, jak myśli ją duszą. Obserwował ją, kradł informacje, a na dodatek próbował wmówić jej winę. „Przestań dzwonić do mojego męża” nie było przypadkiem: to było ostrzeżenie. Od niego. O świcie plan w jej głowie był jasny. Wiedziała, co musi zrobić.
— Dostałam wiadomość: „Przestań dzwonić do mojego męża”. Ale do nikogo nie dzwoniłam. Sprawdziłam numer: to był telefon mojego szefa.