Zamknąłem oczy, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Słowo to wniknęło do mojej duszy niczym jaskrawe światło słoneczne wpadające przez zamknięte, ciemne drzwi.
Dokładnie rok po incydencie, który zmienił nasze życie, nasza piątka wróciła do Hayes’ Market.
Nie poszliśmy tam, bo potrzebowaliśmy zakupów. Poszliśmy, bo Chloe tego zażądała.
Przeszła przez automatyczne drzwi w nowiutkich, wodoodpornych zimowych butach i jaskrawoczerwonej kurtce jeansowej. Emanowała z niej nieskrępowana, radosna pewność siebie, która wciąż sprawiała, że za każdym razem, gdy na nią patrzyłem, serce rosło mi z ogromnej dumy.
Podeszła prosto do lady, przy której stał Kevin. Nie drgnęła. Postawiła na niej dwie ciężkie puszki mleka w proszku wraz z chrupiącym, nowiutkim banknotem dwudziestodolarowym.
Kevin zbladł z rozpoznania i wstydu. „Słuchaj, dzieciaku… nic nam nie jesteś winien…”
„Wiem, że nie jestem winna” – uśmiechnęła się Chloe, jej spojrzenie było idealnie spokojne, dojrzałe i niezwykle miłe. „Ale i tak chciałam spłacić dług. Zatrzymaj resztę”.
Pan Hayes, stojący obok maszyny do gry, zdjął okulary i przetarł je z podejrzliwym, agresywnym zapałem. Odwróciłem wzrok, by dać dumnemu, życzliwemu staruszkowi prywatność i godność.
Kiedy wyszliśmy na rześkie, piękne wiosenne powietrze, Chloe pewnym ruchem wsunęła swoją drobną dłoń w moją.
„Czy mogę cię o coś zapytać?” zapytała, patrząc na mnie, mrużąc oczy w słońcu.
„O cokolwiek na świecie”.
„Gdybyś nie poszedł za mną tamtego dnia w śnieg… co byś zrobił?”
Co by się z nami stało?”