Przywódca uśmiechnął się przez krew.
„Zabiłeś czterech dobrych ludzi.”
“NIE.”
“NIE?”
„Zabiłem czterech ludzi.”
Jego pistolet drżał, ale nie na tyle.
„Prawo sprawi, że będziesz krzyczeć z tego powodu”.
„Twoje prawo zaprowadziło moją matkę w śnieg”.
“Zamknąć się.”
„Twoje prawo sprzedaje dzieci”.
“Zamknąć się.”
„Wasze prawo zapisuje kradzież na papierze i nazywa ją własnością. Zapisuje morderstwo i nazywa je porządkiem. Zapisuje łańcuchy i nazywa je cywilizacją”.
Twarz przywódcy poczerwieniała.
„Powiedziałem, żebyś zamknął swoją dziką gębę.”
Podszedł bliżej.
Ayana spojrzała w jego lodowate oczy i nie dostrzegła w nich siły, lecz zniewagę. Nie przerażała go śmierć. Przerażało go, że stworzył ją ktoś, kogo uważał za gorszego od siebie.
„Czy te pieniądze są czyste?” – zapytała. „Czy czujesz krew, kiedy kupujesz za nie chleb?”
Zacisnął palce.
Drzwi kabiny wystrzeliły na zewnątrz.