Tym razem miała na sobie kremowy, a nie czerwony kolor, bardziej miękki i niewinny. Jej włosy opadały nieskazitelnymi falami na ramiona. Niosła cienką teczkę i uśmiechała się do recepcjonistki, choć nie zdetonowała publicznie małżeństwa niecałe dwanaście godzin wcześniej.
Nolan, stojący obok mnie, mruknął: „Ma tupet”.
„Nie” – odpowiedziałem. „Ma pewność siebie. Tupet wymaga zrozumienia ryzyka”.
O 8:45 wszedłem do sali konferencyjnej.
Zapadła cisza.
Najpierw asystenci przestali pisać. Potem dyrektor finansowy podniósł wzrok. Następnie przewodniczący zarządu, Harold Vance, instynktownie podniósł się z krzesła z niepewną uprzejmością.
Ethan stał na drugim końcu stołu.
„Co tu robisz?” – zapytał.
Jego głos był cichy, ale zawsze
Nikt tego nie słyszał.
Położyłem skórzaną teczkę na czele stołu, tam gdzie jego teczka już stała.
„Zwołałem to zebranie”.
Brooke cicho się zaśmiała. „Claire, to spotkanie firmowe”.
Spojrzałem na nią po raz pierwszy tego ranka. „Tak. Właśnie dlatego powinnaś się martwić”.
Rumieniec pokrył jej policzki.
Ethan podszedł do mnie. „Musisz wyjść”.
Harold odchrząknął. „Ethan, tak naprawdę, adwokat pani Hayes skontaktował się z nami dziś rano. Są dokumenty, które musimy zbadać”.
Ethan rozejrzał się po sali. „Jej adwokat?”
W tym momencie weszła Miriam, niosąc stos zapieczętowanych dokumentów.
Nie spojrzała na Ethana. Wręczyła po jednym dokumencie każdemu członkowi zarządu, zanim zajęła miejsce za moim krzesłem.
Stałem nadal.