„Nie ma problemu z ugodą” – powiedziałem, wstając i patrząc mu w oczy. „Ponieważ to nie moja matka go załatwia”.
Girard uniósł brew. „Partner, z którym była, wskazał, że to ona ponosi odpowiedzialność”.
„Więc ten parter pana okłamał” – powiedziałem. „Kto dokonał rezerwacji?”
Zawahał się, a potem cofnął się do terminala komputerowego. „Rezerwacji dokonała pani Karen Everett. W naszych wstępnych notatkach jest ona oznaczona jako wydarzenie „Opłacone przez gospodarza”.
„A czy pani Everett podała kartę kredytową do dokonania tej rezerwacji?”
Spojrzał na ekran, a jego wyraz twarzy zmienił się z pogardy w cień profesjonalnego zaniepokojenia. „Tak zrobiła. W aktach jest czarna karta firmowa do gwarancji”.
„To użyj jej” – powiedziałem.
„Obawiam się, że nie mogę przetworzyć ostatecznej kwoty bez obecności posiadacza karty, jeśli opuścił lokal w… spornych okolicznościach” – powiedział ostrożnie.
„To zadzwoń do niej” – poleciłem. „Zadzwoń pod numer z akt. Powiedz jej, że jeśli ten rachunek nie zostanie natychmiast uregulowany, zadzwonię na policję, aby zgłosić „Dine and Dash” zorganizowane przez grupę Everettów. Mam SMS-y od niej, w których zapraszała moją matkę. Mam znaczniki czasu jej wyjścia. Dopilnuję, aby lokalne wiadomości dokładnie wiedziały, jak Everettowie traktują swoich gości w L’Artiste d’Or”.
Girard spojrzał na moją matkę – kruchą i załamaną – a potem na mnie. Zobaczył ogień w moich oczach. Zrozumiał, że nie jestem dziewczyną, która boi się
Elegancki pokój. Byłam córką, którą posunięto za daleko.
„Proszę tu zaczekać” – powiedział.
Minęło pięć minut. Mama trzymała mnie za rękę, ściskając ją jak imadło. Wtedy zadzwonił telefon na stoliku kelnera. Girard odebrał, odezwał się cicho, naglącym tonem, po czym wrócił do nas.
„Pani Everett wraca” – powiedział, a w jego głosie nie było już ani krzty protekcjonalności. „Mówi, że doszło do… nieporozumienia z obsługą”.
Kiedy Karen dziesięć minut później wróciła przez te drzwi, nie wyglądała na damę towarzystwa. Wyglądała jak osaczone zwierzę. I nie była sama. Jej siostry podążały za nią, a ich twarze wyrażały czystą, nieskażoną furię.
Rozdział 5: Konfrontacja