Spojrzałem na Richarda przez pokój. Śmiał się z senatorem, ale jego wzrok błądził po jego telefonie. Z odrażającym wstrząsem uświadomiłem sobie, że użył archaicznego, awaryjnego kodu nadawania uprawnień – reliktu z czasów mojego dziadka – aby ominąć moje protokoły bezpieczeństwa. Nie urządzał po prostu imprezy; kanibalizował moje życie, by sfinansować urojenia wielkościowe swojego syna.
Poczułem, jak w moich wnętrznościach narasta zimna, chirurgiczna wściekłość. Ruszyłam w jego stronę, stukając obcasami o marmurową podłogę niczym odliczanie.
„Tato, musimy porozmawiać. Prywatnie. Teraz” – powiedziałam, podchodząc do niego.
Richard nawet nie odwrócił głowy. „Nie teraz, Avo. Zaczyna się główna atrakcja”.
Wszedł na podium, sala balowa ucichła, gdy gigantyczne ekrany LED za nim ożyły. „A teraz” – krzyknął Richard, a jego głos rozbrzmiał dumą – „aby uczcić człowieka chwili! Z okazji dwudziestych piątych urodzin Leo rodzina kupiła Perłę Egejską! Prywatną wyspę-sanktuarium w Grecji za pięćdziesiąt milionów dolarów dla człowieka, który będzie rządził imperium Vance’a!”.
Sala wybuchła gromkimi brawami. Leo wyglądał jak bóg wśród ludzi. Ale gdy tłum wiwatował, zdałam sobie sprawę, że ekrany wyświetlały dane do przelewu. Moje dane do przelewu.
„Tato, przestań” – powiedziałem, a mój głos przebił się przez ciszę, która zapadła po oklaskach. Wszedłem na scenę, a kamery obróciły się w moją stronę w zsynchronizowanym tańcu obiektywów. „To przeniesienie jest nieautoryzowane. Ten trust został zablokowany w celu przejęcia firmy. Nie miałeś prawa go ruszać”.
Muzyka ucichła. W pomieszczeniu zrobiło się zimno. Leo zrobił krok naprzód, a jego twarz wykrzywiła się w maskę czystej, nieskażonej arogancji.
„Ty zgorzkniała, zazdrosna dziewczynko!” – ryknął Leo. Zanim zdążyłem się ruszyć, sięgnął po ogromną srebrną wazę z gorącą zupą z homara, stojącą na bufecie obok sceny.
Machnięciem nadgarstka wylał mi na głowę gorący, lepki pomarańczowy płyn.