Zeszłam ze sceny, a zupa z homara stygła, tworząc na mojej skórze lepką, upokarzającą skorupę. Nie czekałam na ochronę. Przeszłam przez środek tłumu, a elita Nowego Jorku rozstała się ze mną, jakbym była trędowata.
Wysiadłam z The Pierre i wkroczyłam w przenikliwy chłód nocy na Manhattanie. Czarny sedan już czekał na krawężniku. Kierowca, Silas, mój szef ochrony, wysiadł i otworzył drzwi. Nie patrzył na zupę na mojej sukience, tylko na ogień w moich oczach.
„Dyrektorze Vance” – powiedział Silas, podając mi nowy tablet. „Operacja Zero Sum jest aktywna. Oznaczyliśmy wszystkie konta powiązane z Richardem i Marthą do natychmiastowego zbadania pod kątem oszustwa. Przelew z Aegean Pearl ma obecnie status „czyśćca”. Jest przechowywany w izbie rozliczeniowej Thorne Global”.
„Dobrze” – powiedziałam, zdejmując z tyłu samochodu zniszczoną jedwabną sukienkę i wkładając elegancki, grafitowy garnitur. Moje dłonie były spokojne. Serce waliło jak młotem. „Zadzwoń do Sebastiana Thorne’a. Powiedz mu, że właścicielka banku chciałaby porozmawiać ze swoimi pracownikami”.
Silas skinął głową, jego twarz przypominała profesjonalną stalową maskę. „A rodzina, proszę pani?”
„Niech lecą do Grecji” – powiedziałem, patrząc na migoczące światła na horyzoncie. „Chcę, żeby byli na tej wyspie, kiedy zdadzą sobie sprawę, że nie są nawet właścicielami powietrza, którym oddychają”.
Gdy samochód odjeżdżał, hotel bladł w lusterku wstecznym. Wiedziałem, że zanim wylądują w Atenach, świat, który znali, będzie dymiącą ruiną. Ale nie wziąłem pod uwagę jednej rzeczy – sekretu, który Richard zakopał głębiej niż fundusze powiernicze.
Rozdział 3: Władca Cienia
Następne czterdzieści osiem godzin było mistrzowską lekcją systemowej dewastacji. Podczas gdy rodzina Vance’ów znajdowała się dziewięć tysięcy metrów nad ziemią w swoim prywatnym odrzutowcu, ja znajdowałem się w przeszklonej sali konferencyjnej na osiemdziesiątym piątym piętrze wieżowca Thorne Global.
Sebastian Thorne, prezes jednego z najpotężniejszych banków świata, siedział naprzeciwko mnie. Był człowiekiem, który szeptem poruszał rynkami, ale dziś był blady, a jego palce drżały, gdy poprawiał spinki do mankietów.
„Nie miałem pojęcia, Avo” – wyjąkał Sebastian. „Firmy fasadowe… wielowarstwowe przejęcia… myśleliśmy, że większościowym udziałowcem jest konsorcjum z Zurychu”.
„Ja jestem tym konsorcjum, Sebastian” – powiedziałem, a mój głos odbił się echem w ogromnej, cichej sali. „Nie tylko zarządzam tu bankiem. Jestem właścicielem skarbca. Jestem właścicielem długu. A co najważniejsze, jestem właścicielem kodów nadrzędnych, których pozwoliłeś użyć mojemu ojcu”.
„To był stary protokół” – błagał Sebastian. „Nie myśleliśmy…”