„To twój problem, Sebastianie. Nie sądziłeś, że „cicha córka” będzie w stanie kupić świat, podczas gdy ty patrzyłeś w inną stronę. A teraz, oto co się stanie”. Przesunąłem po stole oprawioną w skórę teczkę. „Chcę, aby każdy kredyt hipoteczny, każda linia kredytowa i każda obligacja korporacyjna w posiadaniu Vance Group zostały natychmiastowo spłacone. Powód: Istotne naruszenie zaufania i nieautoryzowane wykorzystanie środków własnych”.
„Do południa będą bankrutami” – wyszeptał Sebastian.
„Nie” – poprawiłem go. „Będą bankrutami w chwili, gdy wysiądą z tego odrzutowca. Chcę, żeby poczuli, jak grunt znika im spod stóp”.
Resztę dnia spędziłem w mgle zimnej, wykalkulowanej precyzji. Zatwierdziłem zajęcie rodzinnej rezydencji w Hamptons. Zlikwidowałem windykację samochodową. Anulowałem nawet ubezpieczenie firmy na ten sam odrzutowiec, którym właśnie lecieli. Zanim wsiadłem na pokład mojego prywatnego jachtu, zakotwiczonego milę od wybrzeża Perły Morza Egejskiego, nazwisko Vance było już toksycznym aktywem.
Stałem na pokładzie Aury, obserwując
Greckie słońce zachodziło nad turkusową wodą. Wyspa – moja wyspa – wyglądała w oddali jak klejnot. Widziałem światła willi, którą zaprojektowałem, tej, którą mój brat myślał, że odziedziczy.
„Wylądowali, dyrektorze” – powiedział Silas, wchodząc na pokład. „Media są już na plaży. Richard zaprosił ich na „historyczne ogłoszenie”. Myśli, że ogłosi nowe globalne partnerstwo”.
„Dajmy im lekcję historii, której nigdy nie zapomną” – powiedziałem.
Gdy mój statek zbliżał się do plaży Perły Egejskiego, usłyszałem głos Leo dochodzący z głośnika. Stał na prowizorycznej scenie na piasku, otoczony reporterami i kamerami.
„Ta wyspa reprezentuje wizję Vance’a!” – oznajmił Leo, wypinając pierś niczym paw. „Moja siostra próbowała twierdzić, że to jej, ale bank wie, kto tu rządzi. Pozbyliśmy się zbędnego balastu i dziś rozpoczynamy nową erę…”