Sarah wzięła oddech, zbierając się w sobie. Przybrała swój „córkowy” ton – ton łagodniejszy, bardziej przepraszający i znacznie słabszy niż ten, którym dowodziła armiami dostawców.
„Cześć, mamo”.
„Sarah, nareszcie!” Głos Lindy Whitaker był wysoki i piskliwy, zdyszany z udawanego wyczerpania. „Próbuję się z tobą skontaktować od rana. Kwiaciarz na Galę sprawia kłopoty. Mówi, że potrzebuje dziś zaliczki. Uwierzysz w jego bezczelność?”
„Gala jest jutro, mamo” – powiedziała Sarah, pocierając skroń. „Większość dostawców wymaga pełnej płatności tydzień temu. Kto to jest?”
„To ten czarujący mężczyzna, którego zatrudniłaś do przyjęcia w Met. Jean-Cośtam”.
„Jean-Luc” – poprawiła Sarah. „Zajmę się tym. Ile?”
„Sześć tysięcy na ozdoby. A, i twój ojciec zapomniał wysłać czeku za oświetlenie. Czy mogłabyś to pokryć swoją kartą? Przelejemy ci go, kiedy w przyszłym tygodniu rozliczą się dywidendy z funduszu powierniczego”.
Nie zrobiliby tego. Sarah wiedziała, że nie zrobią. „Dywidendy z funduszu powierniczego” były mitycznym finansowym jednorożcem, do którego rodzina Whitaker lubiła się odwoływać, ale którego nigdy nie zrealizowała. W rzeczywistości Robert i Linda Whitaker byli bogaci w aktywa i biedni w gotówce, żyli jak w szampanie, żyjąc tylko z wody z kranu, w dużej mierze dotowani przez sukces najstarszej córki.
„Dobrze” – powiedziała Sarah, robiąc notatkę na iPadzie. „Wyślę telegram do Jean-Luca i pokryję koszty oświetlenia. To kolejne dziesięć tysięcy, mamo”.
„Jesteś wybawieniem, kochanie! Nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili”. Pochwała była krótka, słodka i pusta. „A tak przy okazji, widziałaś sukienkę Jessiki? Wygląda oszałamiająco. Jutro wieczorem zadebiutują jej zaręczyny z tym chłopakiem od technologii”.
Jessica. Młodsza siostra. Złote Dziecko. Podczas gdy Sarah spędziła dwudziestkę budując od podstaw imperium biznesowe, Jessica spędziła swoje lata próbując zostać influencerką, modelką, a obecnie „kuratorką stylu życia”, cokolwiek to znaczyło. Jessica była porcelanową lalką, którą rodzina postawiła na półce; Sarah była drewnem i gwoździami, które zbudowały tę półkę.
„Wspaniale, mamo. Kupiłam nową suknię na jutro. Granatowy jedwab. Myślę, że idealnie pasuje do motywu „O północy w Paryżu”.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Cisza ciężka i pełna niezręczności.
„Och” – powiedziała Linda. Jej głos opadł o oktawę. „O tym”.