Brak miejsca.
Wrzuciła kartkę do niszczarki. Maszyna zawarczała, krojąc kremowy papier na cienkie, nieczytelne paski.
Jej telefon zawibrował. To był Marco.
Marco: Hej! Drinki dziś wieczorem? Znalazłem miejsce, gdzie serwują ten crème brûlée, który lubisz.
Sarah uśmiechnęła się. Chwyciła płaszcz i wyszła z biura.
„Wychodzę na dziś” – powiedziała do asystentki.
„Wszystko w porządku, szefie?”
„Wszystko idealnie” – powiedziała Sarah. „Idę na kolację. Mam rezerwację”.
Wyszła na chłodne nowojorskie powietrze, zostawiając strzępy swojego dawnego życia w koszu na śmieci i włączyła się do ruchu ulicznego, kierując się w stronę stolika, gdzie zawsze czekało na nią miejsce.