Ethan zamachnął się.
Ostry, donośny TRZASK aluminiowego kija, idealnie trafiając w piłkę, rozniósł się echem po całym boisku. Tłum wybuchnął ogłuszającym wiwatem, gdy piłka baseballowa poszybowała wysoko w błękitne niebo, przebijając ogrodzenie środkowego pola o dziewięć metrów, co dało spektakularny home run.
Kiedy Ethan rzucił kij i zaczął truchtać wokół baz, a jego koledzy z drużyny wybiegali z dugoutu, by świętować, okrążył drugą bazę. Spojrzał w górę na trybuny, omiatając wzrokiem tłum, aż jego wzrok utkwił prosto w moim.
Nie triumfował. Nie przechwalał się. Po prostu uniósł prawą rękę, wskazał na mnie jednym palcem i błysnął promiennym, nieustraszonym i całkowicie radosnym uśmiechem.
Odwzajemniłem uśmiech, a moje serce wypełniła absolutna, niezaprzeczalna pewność.
Kiedy tłum ryknął gromkimi brawami, a ja patrzyłem, jak mój syn przekracza bazę domową, ogarnięty życiem, o które tak wspaniale walczył, wiedziałem, że mroczne duchy naszej przeszłości na zawsze, nieodwołalnie odeszły w zapomnienie. Potwór był w klatce, a my bez strachu wkraczaliśmy w bezgraniczną, świetlistą przyszłość.