Przysunął mikrofon z powrotem do ust.
„Gratulacje z okazji zostawienia śmieci, tato” – głos Ethana przebił się przez chaos, dudniąc po raz ostatni przez głośniki dźwięku przestrzennego. „Wygląda na to, że znalazłeś dokładnie to, na co zasługujesz”.
Ethan nie czekał na odpowiedź. Upuścił mikrofon. Uderzył o scenę z głośnym, elektronicznym piskiem sprzężenia zwrotnego.
Gdy ciężkie, ozdobne dębowe drzwi z tyłu sali balowej otworzyły się z hukiem i weszło sześciu umundurowanych policjantów oraz dwóch agentów federalnych, przecinając latarkami ciemne, chaotyczne pomieszczenie, by aresztować pana młodego za defraudację federalną, Ethan spokojnie odwrócił się plecami do sceny.
Zszedł po wyłożonych dywanem schodach, prosto w stronę mojego stolika. Wyciągnął rękę, ujął moją zimną, drżącą dłoń w swoją ciepłą i poprowadził mnie do wyjścia.
Rozdział 5: Następstwa
Sześć miesięcy później kontrast między dwiema rozbieżnymi ścieżkami naszego życia był absolutny, oszałamiający i niezaprzeczalnie piękny.
W ponurej, oświetlonej jarzeniówkami sali sądowej w centrum Chicago powietrze było stęchłe i ciężkie od rozpaczy. Daniel siedział przy stole obrońców, pozbawiony nieskazitelnego smokingu i aroganckiego uśmieszku. Miał na sobie bezkształtny, jaskrawopomarańczowy kombinezon więzienny, a nadgarstki miał skute w kajdanach do ciężkiego łańcucha wokół talii.
Federalni prokuratorzy byli bezlitośni. Wykorzystując ogromną, skrupulatnie zorganizowaną bazę danych, którą Ethan anonimowo wysłał e-mailem do wydziału przestępstw finansowych FBI tydzień przed ślubem, rozpracowali cały proceder defraudacji Daniela.
„Daniel Vance” – oznajmił sędzia federalny, a jego głos rozbrzmiał echem w cichej sali. „Za zarzuty oszustwa korporacyjnego, kradzieży na dużą skalę i poważnego uchylania się od płacenia podatków skazuję pana na siedem lat więzienia federalnego bez możliwości wcześniejszego zwolnienia warunkowego”.