Śledczy potwierdzili później, że przyczyną katastrofy nie była manipulacja. Po prostu straszny wypadek – i mąż, którego najgorszy czyn nastąpił później. W jakiś sposób ta prawda bolała jeszcze bardziej. Gerald nie potrzebował dramatycznego kroku, by zniszczyć małżeństwo. Wystarczyło, że był sobą w najstraszniejszym momencie.
Od tamtej pory dzwoni, przepraszając, a przeprosiny nawiązują do jego własnego strachu. Mówi, że spanikował, nie wiedział, co robi. Ale wiedział wystarczająco dużo, by przyprowadzić prawnika do mojego szpitalnego łóżka. Wiedział wystarczająco dużo, by wprowadzić Tiffany, gdy byłam nieprzytomna. Zakładał, że będę po cichu znosić szkody, tak jak zawsze to robiłam. Mylił się.
Teraz jestem z powrotem w swoim starym mieszkaniu – nie z tymi samymi meblami, ciałem ani życiem, ale z tą samą wąską kuchnią i tym samym małym balkonem, gdzie popołudniowe światło wciąż pada pod kątem, który uwielbiam. Papiery rozwodowe są podpisane. Wkrótce rozprawa.
Marlene przychodzi dwa razy w tygodniu, przynosząc zakupy, o które nie proszę, siada przy moim stole i mówi: Szczere słowa, które tylko starsze kobiety zdają się być na tyle odważne, by mówić. Wybrała sprawiedliwość zamiast krwi i będę ją za to szanować, dopóki żyję.
Gerald ciągle pyta, jak mogę być taka zimna. Nie jestem zimna. Jestem czysta. On nie tylko mnie zostawił – on się objawił. I tylko ja wiem dokładnie, co przeżyłam.
Niektóre zakończenia najpierw cię łamią. Potem cię uwalniają.