Kilka godzin później teściowa zadzwoniła ponownie – tym razem strofując mnie za „naśmiewanie się” z jej syna.
Następne dni upłynęły spokojnie. Skupiłam się na Sarze, próbując znaleźć ukojenie w jej drobnych uśmiechach.
Ale sytuacja wciąż mnie przytłaczała.
Trzy dni później Alex wrócił.
Wyglądał na wyczerpanego, z żalem wypisanym na twarzy.
„Przepraszam” – powiedział cicho. „Pozwoliłem, żeby moje kompleksy wszystko zepsuły”.
Spojrzałam na niego, wciąż z zamkniętym sercem.