Stał między mną a Ryanem jak mur. Nie obchodziło go wino na garniturze. Nie obchodził go skandal. Zorganizował wielką, kosztowną i chaotyczną imprezę tylko po to, żeby mieć pewność, że nie wyjdę za mąż za złego mężczyznę.
Julian spojrzał na mnie z góry. „Twój wybór, Maya. Możesz odejść. Zamówię samochód, który zawiezie cię, gdziekolwiek zechcesz. Albo… możesz skoczyć na głęboką wodę”.
Pomyślałam o komentarzu „zastępca”. Pomyślałam o latach, kiedy pani Vance sprawiała, że czułam się mała. Pomyślałam o Ryanie ignorującym moje telefony, żeby dostać większą wypłatę.
Nie byłam zastępcą.
Spojrzałam na Ryana. „Masz rację, Ryan” – powiedziałam zaskakująco spokojnym głosem. „Ja bym…
„Nie znam cię. I żałuję, że cię znam”.
Odwróciłam się do Juliana. Sięgnęłam w górę i złapałam za klapy jego drogiej marynarki.
„Nie chcę samochodu” – wyszeptałam.
Oczy Juliana lekko się rozszerzyły. „Czego chcesz?”
„Chcę wygrać”.
Pociągnęłam go w dół. To nie był uprzejmy pocałunek. Pocałowałam go z całą frustracją, adrenaliną i nagłym, gwałtownym pożądaniem krążącym w moich żyłach.
W sali wybuchła euforia. Rozległy się westchnienia, szepty, a nawet kilka wiwatów zza pleców.
Julian zamarł na ułamek sekundy, zaskoczony, a potem rozpłynął się w powietrzu. Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, obejmując mnie, odwzajemniając pocałunek z namiętnością, która sprawiła, że ugięły się pode mną kolana. To było prawdziwe. Czułam się jak kotwica w burzy.
Oderwaliśmy się od siebie, bez tchu.