Wbiegł do kościoła, wyglądając na rozczochranego. Miał przekrzywiony krawat i rozczochrane włosy. Obficie się pocił. Właśnie dostał SMS-a od „dziedziczki”, która go zwalniała i ujawniała żart.
Pobiegł nawą, zatrzymując się gwałtownie, gdy zobaczył Juliana, który mnie trzymał.
„Szefie?” Ryan sapnął, pochylając się, żeby złapać oddech. „Co… co ty tu robisz? Maya? Co się dzieje?”
Julian uśmiechnął się. To był uśmiech niczym u rekina, pełen zębów i bezlitosny.
„Właśnie zdążyłeś na ceremonię, Ryan” – powiedział Julian uprzejmie. „Usiądź. Jesteś teraz w ostatnim rzędzie”.
Część 4: Wymiana Władzy
Ryan patrzył to na swoją drżącą matkę, to na szefa, który trzymał narzeczoną. Powoli do niego docierało, a na jego twarzy malował się przerażenie.
„Fuzja…” – wyjąkał Ryan. „Isabella… powiedziała…”
„Powiedziała, że jesteś nudna i skąpa” – podpowiedział Julian pomocnie. „To nie było w scenariuszu. To była tylko jej osobista opinia”.
„Wrobiłaś mnie!” – krzyknął Ryan, czerwieniąc się. Spojrzał na mnie, a na jego twarzy malowała się desperacja. „Maya, kochanie! Posłuchaj mnie! To był błąd!” Moja matka… kazała mi to zrobić! Naciskała na mnie! Kocham cię!”
„Przestań” – rozkazał Julian.
Nie krzyknął. Wypowiedział to słowo z absolutnym autorytetem. Ryan zamknął usta.
„Zostawiłeś diament, żeby gonić za cyrkonią, Ryan” – powiedział Julian. „Zaproponowałem ci fałszywą ofertę, żeby sprawdzić, czy masz choć odrobinę uczciwości. Udowodniłeś, że jej nie masz”.
Ryan zrobił krok naprzód, sięgając po moje ramię. „Maya, proszę. Znasz mnie. Jesteśmy razem od dwóch lat. Nie możesz za niego wyjść. On jest… on jest potworem”.
Spojrzałam na Ryana. Widziałam pot na jego górnej wardze. Widziałam chciwość w jego oczach, nawet teraz. Nie żałował, że mnie zranił; żałował, że stracił „bogatą dziewczynę”. Przepraszał, że ma kłopoty z szefem.
Potem spojrzałam na Juliana.