Cisza zapadła w salonie niczym niewidzialna burza.
Mój syn wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami, jakby próbował rozszyfrować, czy mówię poważnie… czy zwariowałam.
„Co?”
Głos mu lekko drżał, ale jego ego wciąż nie dawało za wygraną.
Nie powtórzyłam.
Nie musiałam.
Gwałtownie wstał.
„Przestań z tymi żartami. Nie są śmieszne”.
Jego żona, siedząc na sofie, odłożyła telefon. Po raz pierwszy od dawna wyglądała na… zmartwioną.
„O co w tym wszystkim chodzi?” zapytała ciszej.
Podeszłam do stołu. Wyjęłam kopertę.
Położyłam ją przed nim.
„Przeczytaj”.
Niespokojnie otworzył kopertę. Jego wzrok przesunął się po linijkach, najpierw szybko… a potem coraz wolniej.
Wyraz jego twarzy się zmienił.
Najpierw zmieszanie.
Potem zwątpienie.
Potem… panika.