„To… to niemożliwe…”
Jego żona wstała i pochyliła się ku niemu.
„Co się stało?”
Nie odpowiedział.
Po prostu przewracał strony, raz po raz, jakby miał nadzieję, że słowa znikną.
Ale wciąż tam były.
Czarno na białym.
Podpis.
Data.
Transfer.
Wszystko.
„Sprzedałeś dom?!” krzyknął.
Tym razem nie było w nim złości. Tylko strach.
Spojrzałam na niego spokojnie.
„Tak.”
„Ale… ale nie masz prawa! To mój dom!”
Te słowa.
„Mój dom.”
Przeszyły mi serce niczym ostrze.
Nie podniosłam głosu.
„Nie. To nie jest twój dom.”
Cofnął się o krok.
„O czym ty mówisz…?”
Wziąłem oddech.
Długi.
Ciężki.
„Ten dom… Kupiłem go na swoje nazwisko. Zawsze.”
Pokręcił głową.
„Nie… nie, mówiłeś mi, że…”
„Mówiłem ci, że to dla ciebie.”
Zatrzymałem się na chwilę.