„Nie powiedziała mi” – powiedziałam.
„Potrzebowała przestrzeni”. Jego wzrok schłodził się. „Od wszystkich”.
Za nim pojawiła się jego siostra Vanessa, bosa, w niebieskim kardiganie Emily.
Skardiganie mojej córki.
„Claire” – powiedziała słodko Vanessa – „nie powinnaś się tak po prostu pojawiać. To niezdrowe”.
Spojrzałam na sweter, a potem na jej usta.
„Zdejmij go”.
Zaśmiała się. „Słucham?”
Mark nachylił się bliżej. „Jesteś zmęczona. Idź do domu, zanim się ośmieszysz”.
To właśnie on – głos, którym mężczyźni posługują się, gdy myślą, że wiek unieszkodliwił kobietę.
Słyszałam go na salach sądowych przez trzydzieści jeden lat, od kłamczuch z czystymi kołnierzykami i brudnymi rękami.
„Chcę zobaczyć Emily” – powiedziałam.