Mama z hukiem wrzuciła miskę do zlewu. „Spakuj torbę. Zostaw kluczyki. Zostaw samochód. Zostaw wszystko, czego Violet potrzebuje”.
Powoli wstałam z krzesła. Zupa spływała mi po szyi. Policzek pulsował mi gwałtownie. Ręce zadrżały, ale zaraz się uspokoiły.
„Dobrze” – powiedziałam.
To ich oboje zaskoczyło.
Mama mrugnęła. „Dobrze?”
Chwyciłam serwetkę, delikatnie przycisnęłam ją do twarzy i przeszłam obok nich.
Violet zaśmiała się za mną. „To wszystko? Żadnych łez?”
Na schodach zatrzymałam się i odwróciłam.
„Nie” – odpowiedziałam cicho. „Żadnych łez”.
Potem poszłam na górę, zamknęłam drzwi do sypialni i wykonałam trzy telefony.
Jeden do lekarza.
Jeden do adwokata.
I jeden do firmy ochroniarskiej, której kamery nagrywały każdą sekundę.
Spakowałam tylko jedną małą walizkę.