Pozostały tylko ich rzeczy.
Dwie walizki stały w korytarzu. Błyszczące szpilki Violet leżały porzucone obok schodów. Tani, kwiecisty szlafrok mojej mamy wisiał na poręczy jak flaga kapitulacji.
A w salonie, dokładnie tam, gdzie kiedyś wisiał portret mojego ojca, czekał na nie mężczyzna w garniturze.
Marcus Hale stał obok dwóch umundurowanych policjantów.
Mama natychmiast zamarła. „Kim jesteście?”
Violet upuściła torby z zakupami. „Gdzie to wszystko jest?”
Marcus spokojnie otworzył teczkę. „Pani Whitaker. Panno Whitaker. Reprezentuję Norę Bell.
Twarz mojej matki wykrzywiła się z oburzenia. „To mój dom”.
„Nie” – odpowiedział spokojnie Marcus. „Nie”.
Podał jej dokument.
Wyrwała go, przebiegła wzrokiem stronę i natychmiast zbladła.
Violet chwyciła ją za ramię. „Mamo?”
Marcus kontynuował tym samym spokojnym, bezlitosnym tonem. „Nieruchomość została przeniesiona wyłącznie na Norę Bell poprzez majątek jej ojca sześć lat temu. Mogłaś tu mieszkać jako gość. To pozwolenie zostało teraz cofnięte”.
Mama otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Violet otrząsnęła się pierwsza. „Ona nie może tego zrobić! My tu mieszkamy!”
„Zmieniłaś zamki w domu należącym do prawowitego właściciela” – odpowiedział Marcus. „Użyłaś jej samochodu publicznie bez pozwolenia. Zniszczyłaś mienie osobiste. Oblałaś ją wrzącą zupą. Zniesławiłaś ją w internecie. Mam kontynuować?”
Mama wyszeptała słabo: „Napadnięto?”.