Ze strachu.
„Nora, proszę” – wyszeptała. „Dokąd mamy iść?”.
Wyobrażałam sobie, jak to jest być ośmiolatką, chowającą się za drzwiami pralni, podczas gdy mama mówiła tacie, że jestem „zbyt wrażliwa”. Myślałem o podpisaniu dokumentów spadkowych w wieku dwudziestu sześciu lat, kiedy pytała, kto dostanie główną sypialnię. Pomyślałem o gorącej zupie, uśmiechu Violet i ciszy, która zapadła w domu po śmierci taty.
Potem spojrzałem na dwie walizki czekające na korytarzu.
„Kazałaś mi się wynosić” – powiedziałem cicho. „Po prostu odwzajemniam się radą”.
Marcus wręczył im formalne nakazy eksmisji. Funkcjonariusze wyprowadzili ich na zewnątrz, podczas gdy Violet krzyczała o prawnikach, na których jej nie stać, a moja matka błagała sąsiadów, żeby się nie gapili.
Sąsiedzi i tak się gapili.