Philip zawahał się przez ułamek sekundy. „Czy mam zapytać, co się stało, Natalie?”
„Nie.”
„Zrozumiałem. Wysyłam teraz platformę.”
Ekstrakcja zakończyła się o 5:19 rano. Otrzymałem pojedynczą, zaszyfrowaną wiadomość tekstową od Phillipa: Aktywa zabezpieczone i przeniesione.
O 5:47 rano ekran się rozświetlił. Mama dzwoni. Obserwowałem, jak cyfrowe litery pulsują w ciemnym pokoju i pozwoliłem im rozbrzmiewać w pustce.
O 5:51 rano zadzwonił Dean. O 5:53 rano zadzwonił mój ojciec. O 5:54 rano znowu moja matka.
Zanim cyfrowy zegar wybił 6:30 rano, powiadomienia mnożyły się jak wirus. Czternaście nieodebranych połączeń. Dwadzieścia dwa. Trzydzieści. Mój ojciec dzwonił siedem razy z rzędu bez przerwy na oddech.
Posypały się nieustające lawiny SMS-ów, piętrzące się na ekranie blokady.
Gdzie jesteś? Zadzwoń do mnie TERAZ. To niewiarygodnie dziecinny numer. Naprawdę wziąłeś ten samochód? Twój ojciec jest wściekły. Zawstydziłeś całą rodzinę.
Wtedy SMS od Deana przebił się przez hałas. Tata mówi, że oficjalnie dzwoni pod 911, żeby zgłosić kradzież.
Wyprostowałem się. Nalałem sobie filiżankę gorzkiej, przypalonej kawy z taniego hotelowego ekspresu, wziąłem powolny, metodyczny łyk i wpisałem swoją odpowiedź.
Powiedziałem mu, żeby kontynuował.
Pod nazwiskiem Deana natychmiast pojawiły się trzy szare kropki. Zniknęły. Pojawiły się ponownie. Zniknęły ponownie. W końcu: Czy ty kompletnie oszalałeś?
Wziąłem kolejny łyk okropnej kawy. Nie. Jestem tylko legalnym właścicielem.
To jedno zdanie zapewniło mi dokładnie dziewięć minut absolutnej ciszy w eterze. Wykorzystałem ciszę, żeby wziąć gorący prysznic. Kiedy wyszedłem, owinięty w frotowy szlafrok, licznik nieodebranych połączeń przekroczył osiemdziesiąt trzy.
O 8:12 rano osiągnął sto osiem.