Zjedliśmy potem kilka kolacji. Powtarzałam sobie, że to nic poważnego, nic nieznaczącego. Był stały, przewidywalny – wszystko, czego moje życie nie miało.
Nie czułam, że to romans. Serce mi nie waliło. Czułam się raczej jak spokojna ucieczka, szansa na oddech i nie dźwiganie wszystkiego sama przez kilka godzin.
Aż pewnej nocy wszystko się zmieniło.
Narzekałam na coś błahego – moja córka nagle odmówiła owsianki i upierała się przy drogich płatkach, których nie mogłam już kupować.
„Kupiłam je tylko raz” – westchnęłam. „Teraz oczekuje ich cały czas”.
„Nie musisz tak żyć” – powiedział Richard.