„Czy jesteś spokrewniona z Richardem?” zapytałam.
Pochyliła się i szepnęła: „Sprawdź dolną szufladę jego biurka przed podróżą poślubną… albo pożałujesz”.
Potem odeszła.
Starałam się to zignorować. Powtarzałam sobie, że musi być jakieś rozsądne wytłumaczenie.
Ale tej nocy, kiedy Richard zasnął, cicho poszłam do jego gabinetu.
Ręce mi się trzęsły, gdy otwierałam dolną szufladę.
W środku były dokumenty – dokumenty finansowe, rejestry nieruchomości… i teczka z imionami moich dzieci.
Ava. Mason.
Otworzyłam ją.
Pierwsza strona była od psychologa dziecięcego, pełna klinicznego języka o niestabilności i obawach o to, czy dam sobie radę.
Potem przypomniałam sobie słowa córki o „miłej pani” zadającej pytania.
Kolejny dokument potwierdzał zapisanie do szkoły prywatnej.
W Europie.
Szkoła z internatem.
Miały się zacząć za tydzień – podczas gdy ja byłam w podróży poślubnej.
Ale najgorsze było na końcu.