Spojrzałam na portret ojca nad kominkiem. W przyćmionym świetle jego oczy wydawały się niemal żywe. Pamiętałam, jak stał przy tym samym kominku dwa tygodnie wcześniej, chudszy, niż chciał przyznać, i mówił cicho.
„Lily” – powiedział, wkładając mi teczkę w dłonie – „kiedy ludzie pokazują ci, kim są, pozwól im dokończyć”.
Wtedy myślałam, że chodzi mu o wybaczenie.
Teraz wiedziałam lepiej.
Telefon zawibrował w mojej torebce.
Jeden SMS od pana Vossa, adwokata mojego ojca.
Pięć minut do. Nic nie mów.
Zablokowałam ekran.
Caleb przysunął aparat bliżej mojej twarzy.
„Płaczesz już?”
Spojrzałem prosto w obiektyw.
„Nie.”
Jego uśmiech drgnął na ułamek sekundy.
Marissa pstryknęła palcami w stronę kuchni.