Caleb poszedł za mną do kuchni, wciąż filmując.
„Chodź, Kopciuszku” – zadrwił. „Opowiedz wszystkim, jak to jest stracić wszystko”.
Uniosłam tacę z pustymi szklankami.
„Powinnaś przestać nagrywać” – powiedziałam.
Zaśmiał się głośno.
„Dlaczego? Zamierzasz mnie pozwać?”
Spotkałam się z nim w oczy.
„Tak”.
Mrugnął raz, a potem zaśmiał się jeszcze głośniej.
„Słyszałaś, mamo? Ta pokojówka nadal myśli, że jest prawniczką”.
W drzwiach pojawiła się Marissa.
„Prawniczka?” – powiedziała z zimnym uśmiechem. „Proszę cię. Twój ojciec zapłacił za ten dyplom, bo ci współczuł. Bez niego jesteś tylko kolejną zgorzkniałą dziewczyną tonącą w kredytach studenckich”.
To był jej drugi błąd.
Nie miałam długu studenckiego. Mój ojciec nigdy nie płacił za studia prawnicze. Zdobywałam stypendia, pracowałam na stażach wieczorowych i po cichu budowałam reputację, której aroganccy ludzie nie zauważyli, dopóki nie było za późno.
Mój telefon znowu zawibrował.
Przy bramie.