A zadowolony z siebie, zupełnie obojętny wyraz twarzy mojej siostry sprawił, że krew zamarzła mi w żyłach.
Część 2: Niebieskie Usta
Upuściłam aksamitne pudełko na biżuterię na kamienne płyty tarasu. Uderzyło z ciężkim hukiem o ziemię, ale ani Natalie, ani moja mama zdawały się tego nie zauważać.
Przepchnęłam się obok kobiety w kwiecistej sukience i złapałam Natalie za ramię.
„Gdzie ona jest?”
– zażądałam, a mój głos załamał się, wznosząc się ponad kwartet smyczkowy. – Gdzie jest Rosie?
Natalie powoli odwróciła głowę, patrząc na moją dłoń na swoim ramieniu jak na chorego owada. Odsunęła się, przewracając idealnie wytuszowanymi oczami i powoli, z rozmysłem upiła łyk swojego Pinot Grigio.
– Spokojnie, Emmo, Boże – westchnęła Natalie, a jej głos ociekał skrajną irytacją. – Jęczała. Płakała, bo nie mogła wejść do dmuchanego zamku z dużymi dziećmi i kompletnie zepsuła Autumn dzień. Hałas przyprawiał mnie o migrenę.
– Gdzie. Jest. Moja. Córka – wycedziłam, a panika przerodziła się w czyste przerażenie.
– Dałam sobie z tym radę – powiedziała lekceważąco Natalie, machając wypielęgnowaną dłonią w stronę domu. „Dałam jej Benadryl, żeby ją uśpić, żebyśmy mogli mieć trochę spokoju. Zasnęła w pięć minut. Przeniosłam ją do pokoju gościnnego na górze”.
Nie oddychałam. Nie myślałam. Instynkt macierzyński, który krzyczał do mnie piętnaście minut temu, wybuchł ogłuszającym rykiem.
Nie daje się Benadrylu dwulatkowi, żeby zasnął. Nie zostawia się go bez opieki na łóżku dla dorosłych.
Odwróciłam się i pobiegłam sprintem.
Wybiegłam przez drzwi tarasowe, przepychając się obok gości w kuchni. Wbiegłam na drewniane schody, pokonując po dwa, a potem po trzy stopnie naraz. Pobiegłam wyłożonym wykładziną korytarzem na drugim piętrze i trzasnęłam obiema rękami w zamknięte drzwi pokoju gościnnego, wpadając do środka.
W pokoju panował półmrok, ciężkie, zaciemniające zasłony zaciągnięte, chroniące przed popołudniowym słońcem.
Rosie leżała zupełnie nieruchomo na samym środku ogromnej, ogromnej kołdry.