O mało się nie roześmiałam. Intymność? W tym pokoju było czterdzieści osób, w tym trzy kobiety, które ledwo znała z pilatesu, i współlokatorka ze studiów, z którą nie rozmawiała od sześciu lat. Ale jakoś nie było tam miejsca dla jej własnej siostry.
Powinnam wyjaśnić, że Savannah i ja nie byłyśmy sobie bliskie od dawna. Miała trzydzieści dwa lata, była piękna, towarzyska i potrafiła manipulować rzeczywistością na swoją korzyść. Ja miałam trzydzieści sześć lat, byłam cichsza, mniej dekoracyjna i w rodzinnej mitologii na stałe zaszufladkowana jako ta trudna, bo przestałam przepraszać za zachowanie innych. Kiedy zmarł nasz dziadek, ja zajmowałam się papierami spadkowymi, podczas gdy Savannah płakała w gustownych sukienkach. Kiedy nasza mama potrzebowała podwózki po operacji kolana, jeździłam dwa razy w tygodniu z Sonomy. Kiedy babcia Eleanor zapominała o swoim harmonogramie leków, ja robiłam jej karty. Savannah nazywała siebie sercem rodziny. Zazwyczaj traktowano mnie jak nieopłacaną infrastrukturę.
Mimo to, nie spodziewałam się tego.