Stanęłam za nią. Sięgnęłam po nożyczki.
Cięcie. Pierwsza warstwa odpadła.
Cięcie. Druga.
Powietrze w pokoju zdawało się zamarzać. Ostatnia warstwa gazy odkleiła się od jej skóry.
Blizny były cienkie, niewidoczne.
Podniosłem ze stołu srebrne lusterko. Wyciągnąłem je w jej stronę.
„Spójrz” – powiedziałem.
Chloe chwyciła lusterko. Uniosła je do twarzy. Uśmiechnęła się, oczekując perfekcji. Oczekując młodości.
Mrugnęła.
Jej uśmiech zbladł.
Dotknęła policzka. Dotknęła nosa.
Wtedy z jej gardła wydobył się dźwięk – gardłowy, zwierzęcy dźwięk, który nie do końca był krzykiem. To był dźwięk pękającego umysłu.
Trzask.
Lustro roztrzaskało się o podłogę.
„Co zrobiłeś?” krzyknęła, drapiąc się po twarzy. „Co to jest? Wyglądam… Wyglądam staro! Wyglądam… zmęczona!”
Odwróciła się do mnie. Jej oczy – moje oczy – były szeroko otwarte z przerażenia.
„Zniszczyłaś mnie!” krzyknęła. „Kim jesteś? Pozwę cię! Zabiję cię!”
Stałam nieruchomo. Sięgnęłam do twarzy.