Powietrze miało słodki smak.
Wsiadłem do kabrioletu i pojechałem. Pojechałem do salonu w West Hollywood.
„Obetnij wszystko” – powiedziałem stylistce. „I rozjaśnij. Platynowe”.
Dwie godziny później spojrzałam w lustro.
Kobieta, która na mnie patrzyła, była obca. Jej włosy były burzą blondu, przyciętą w ostrą fryzurę pixie. Jej makijaż był wyrazisty – czerwone usta, kreska w kształcie skrzydełek.
Przestałam nosić surowe garnitury, które lubił Richard. Kupiłam skórzane kurtki. Kupiłam jedwabne sukienki w jaskrawych kolorach.
Sześć miesięcy później.
Siedziałam w paryskiej kawiarni, obserwując krople deszczu spływające po szybach. Popijałam espresso, czując, jak ciepło rozlewa się po mojej piersi.
Słyszałam plotki.
Chloe próbowała pozwać, ale żaden prawnik nie chciał się tym zająć. Formularze zgody były niepodważalne, a „nieudana” operacja technicznie rzecz biorąc zakończyła się sukcesem – wyglądała dokładnie tak, jak na zdjęciu referencyjnym. Spędzała dni w ciężkich welonach i dużych okularach przeciwsłonecznych, chowając się przed lustrami.
Richard pił samotnie w barach w Los Angeles, opowiadając każdemu, kto chciał słuchać, o klątwie dwóch żon. Nie mógł umawiać się na randki. Nie mógł spać. Prześladowała go… żywy duch.
Do mojego stolika podszedł przystojny mężczyzna. Miał miłe oczy i nieśmiały uśmiech.