Siedziałem przy łóżku Mai. Była podłączona do monitorów, wyglądała na taką maleńką w ostrym szpitalnym świetle. Ale oddychała swobodnie. Otworzyła oczy, zobaczyła mnie i słabo pokazała palcami znak „Tato”.
Pocałowałem ją w czoło, a moje łzy spływały jej po włosach. „Jestem tutaj, kochanie” – odpowiedziałem. „Tata cię opiekuje”.
Został, aż zapadła w głęboki, bezpieczny sen. Potem poprosiłem pielęgniarkę, żeby się nią opiekowała. Miałem do załatwienia pewną sprawę.
Kiedy wróciłem do posiadłości w Palo Alto, słońce zachodziło, rzucając długie, ciemne cienie na posesję. Wszedłem do domu. Trent siedział w salonie, oglądając mecz sportowy na moim 80-calowym telewizorze OLED, z nogami opartymi o włoski, skórzany stolik kawowy.
„Wreszcie” – mruknął Trent, nie odrywając wzroku od ekranu. „Skończyła już udawać drzemkę? Serio, Elias, za bardzo rozpieszczasz to dziecko. Posprzątałeś kuchnię?”
Nie odpowiedziałem. Przeszedłem obok niego z kamienną twarzą i wszedłem do mojego domowego biura.
Zamknąłem za sobą ciężkie, dźwiękoszczelne drzwi.
Podszedłem do biurka, omijając standardowy zestaw dwóch monitorów, którego używałem jako przykrywki dla „freelancera”. Podszedłem do pustej ściany, przycisnąłem kciuk do ukrytego skanera biometrycznego i pozwoliłem laserowi siatkówkowemu przeskanować moje oko.
Ściana rozsunęła się z pneumatycznym sykiem, odsłaniając moje prawdziwe stanowisko pracy.
Zakrzywiony, panoramiczny układ sześciu wyświetlaczy o jakości wojskowej
Ays się uruchomił. Wentylatory chłodzące szafy serwerowej, która mogłaby przewyższyć wydajnością salę kontrolną NASA, ożyły. Na ekranach nie było pulpitu Windowsa. Ukazywały kaskadową macierz globalnych strumieni danych, węzłów finansowych i zaszyfrowanych rządowych backdoorów.
Usiadłem w skórzanym fotelu. Nie przeciągałem się. Nie wahałem się. Moje palce zawisły nad mechaniczną klawiaturą.
„Wykonaj protokół: Szklany Dom” – wpisałem w wierszu poleceń.
Terminal mrugnął. Parametr docelowy?
„Trenton Vance Harding” – wpisałem.
Ominąłem jego osobiste zapory sieciowe w niecałe trzy sekundy. Trent był arogancki, co oznaczało, że jego higiena cyfrowa była żałosna. Używał tego samego hasła do bankowości, co do ligi fantasy football.
Nie chciałem go tylko skrzywdzić. Chciałem systematycznie, chirurgicznie wymazać jego istnienie z cywilizowanego świata.
Najpierw uzyskałem dostęp do jego zagranicznych kont na Kajmanach – tych, których używał do ukrywania majątku przed IRS (amerykańskim urzędem skarbowym). Wszcząłem przymusową likwidację. Zniknęło 3,2 miliona dolarów, przekierowane przez czternaście niemożliwych do wyśledzenia firm-słupów, zanim anonimowo przekazano je organizacji charytatywnej dla głuchych dzieci.