Następnego ranka w Wydziale 14 było zimniej. Moi rodzice znowu tam byli, ale pewność siebie zniknęła. Wyglądali jak osaczone zwierzęta. Za nimi siedziała nieznana mi kobieta – Carla Mendes. Wyglądała na przerażoną, ściskając do piersi zniszczony czarny notes.
Sędzia Halprin nie traciła czasu.
„Pani Mendes, proszę podejść”.
Carla podeszła do miejsca dla świadków. Została zaprzysiężona.
„Poświadczyła pani akt notarialny?” – zapytała sędzia Halprin.
„Tak, Wysoki Sądzie” – pisnęła Carla.
„Proszę okazać pański dziennik”.
Carla podała książkę komornikowi sądowemu, który podał ją sędzi. W sali zapadła cisza. Słyszałam szum klimatyzacji.
Sędzia Halprin przekartkowała kartki. Zatrzymała się.
„Pani Mendes” – powiedziała sędzia niebezpiecznie spokojnym głosem. „Ten wpis z 13… zawiera numer prawa jazdy Tessy Ward kończący się na 931”.
Sędzia Halprin spojrzała na mnie. „Pani Ward, jakie są trzy ostatnie cyfry pani prawa jazdy?”
„617” – powiedziałam wyraźnie.
Sędzia spojrzała z powrotem na notariusza. „Numer prawa jazdy się nie zgadza. A podpis w pani książce…” Obróciła książkę tak, żeby Carla mogła go zobaczyć. „To bazgroły. Nie pasują do podpisu oskarżonej w jej dokumentach sądowych”.
Pan Pike wstał, spocony. „Wysoki Sądzie, błędy pisarskie się zdarzają…”
„Proszę usiąść!” – warknęła sędzia Halprin. Uniosła papier, który przedłożyłam. „Mam tu rejestry dostępu do identyfikatorów od pracodawcy pozwanej. Umieścili ją w bezpiecznym ośrodku dziesięć mil stąd, dokładnie w czasie, kiedy, jak twierdzisz, miało miejsce to poświadczenie notarialne”.
Pochyliła się nad ławą, wpatrując się w Carlę. „Pani Mendes, zapytam panią raz. Czy była pani świadkiem podpisania tego aktu przez Tessę Ward?”
Carla spojrzała na moich rodziców. Mama lekko pokręciła głową, desperackim, mikroskopijnym ruchem. Ojciec wpatrywał się w podłogę.
Carla wybuchnęła płaczem.