Przyjrzała się bliżej ekranowi. „To dziwne”.
„Co?”
„Spójrz na numer zlecenia notariusza”. Powiększyła obraz. Jedna cyfra była przekreślona i przepisana ręcznie. „To niechlujna korekta. Powinna zostać odrzucona”.
„Możesz to wydrukować?” zapytałem.
Wyszedłem z wydrukiem. Następnie pojechałem do biura. Wszedłem do działu ochrony.
„Potrzebuję przysługi” – powiedziałem szefowi ochrony. „Potrzebuję logów dostępu do identyfikatorów z 13. Cały dzień”.
„Kłopoty prawne?” zapytał.
„Kradzież tożsamości” – odpowiedziałem.
Dziesięć minut później miałem wydrukowany dziennik, z którego wynikało, że wszedłem do biura o 8:15 i wyjechałem o 18:30. Mój samochód cały czas stał w garażu z bramą. Nie mogłem być po drugiej stronie miasta i podpisywać aktu własności w południe.
Poszedłem do domu. Zamknąłem drzwi. Siedziałem w ciemności.
Mój telefon zawibrował. Nieznany numer.
Jeśli pojawisz się jutro, stracisz więcej niż…
dom.
Wpatrywałam się w ekran. Groźba. Byli przestraszeni. Wiedzieli, że papierowy ślad się nie zgadza. Zrobiłam zrzut ekranu i wysłałam go mailem na adres sekretarki sądowej.
Nie spałam. Po prostu czekałam na wschód słońca.